Dawno nic nie było, bo i refleksji zbytnich nie miałem.
Jednak teraz jest idealna okazja do ponarzekania na... narzekanie.
Może trochę hipokrytycznie, jednak nie sposób przepuścić okazji.
Ostatnio, jak wszyscy wiemy, wszedł do kin film o panu Greyu. Spora część krytykuje, część popiera. Ja jestem zdania, że gdybym chciał obejrzeć porno odpaliłbym internet. Ale ja nie o tym. Bardziej chodziło mi o fakt ciągłego ględzenia o tym. Nie ważne po której stronie barykady się stoi - prawie każdy MUSI o tym się wypowiedzieć. Że gniot, że po co to, że fantastyczny. Mnie zaintrygowała część, która narzeka. Bo i po co gadać wszystkim o tym, że nie chce się czegoś? Nie można tego zwyczajnie olać? Mieć tego gdzieś?
Otóż nie!
Trzeba napisać, że nie chce się o tym słyszeć, widzieć cokolwiek. Ale trzeba. Bo to jest mus. Naprawdę, nie ogarnę tego. I nie wydaje mi się, żeby ktokolwiek znalazł dość inteligentne wytłumaczenie tego faktu, aby mnie przekonać.
Ponieważ co? Opinia publiczna, przyjaciele, rodzina, pies, druga osobowość czy ktoś totalnie obcy musi o tym wiedzieć, że nie obchodzi Cię to?
Doprawdy, śmieszne. Śmieszne i tragiczne zarazem.
Kogokolwiek z Was interesuje fakt, że ktoś ze znajomych z FB, NK, Twittera czy innego serwisu interesuje fakt, że nie chce słyszeć o czymś?