sobota, 1 sierpnia 2015

Gloryfikacja porażek, czyli kwintesencja Polski

Dziś jak wszyscy wiedzą (bo muszą), kolejna rocznica powstania warszawskiego. Yay, hura. Alleluja i do przodu. Pytanie tylko dlaczego jest to tak gloryfikowane, skoro nie wyszło.
Ktokolwiek sprawdzał informacje o tym powstaniu wie, że zakończyło się ono klęską powstańców. A represje po nim były wyjątkowo poważne. I tak, wiem, 'dało nadzieję', 'tysiące zginęły', 'i tak dalej'. Wiem. Na serio. Ale po co robić święto narodowe z porażki? Fakt, pamięć zmarłych i tak dalej, ale w praktyce to powstanie nic dobrego nie przyniosło. SERIO! Nic! Bo niby co? Nadzieję? Serio? Wspomniane tysiące zginęły za coś takiego jak 'NADZIEJA'?
Osobiście wolałbym, żeby mnie wpierdzieliły kraby po wywrotce na desce do nauki pływania.
'Za ideę'. Kolejny argument, żeby było po prostu co gloryfikować. Zginęli, a sytuacja się pogorszyła.
Wyobrażacie sobie taką sytuację: przychodzi synek ze szkoły i ojciec się pyta 'Jak ci poszedł sprawdzian z matmy?', na co synek odpowiada 'Dostałem jedynkę, po czym naplułem nauczycielce w twarz i jestem zawieszony w sprawach ucznia i na pewno będę musiał powtarzać klasę'. Jakiej rekcji rodzica byście się spodziewali? Stwierdzenia 'T wspaniale! Idziemy na lody, potem do ZOO, a w drodze powrotnej dostaniesz nową konsolę!' czy 'Po coś to w ogóle robił?! Nie mogłeś się lepiej przyszykować?'?. No ale szczerze. Która wersja jest bardziej z życia wzięta?
I PW to nie wyjątek. praktycznie wszystkie nasze porażki, jeżeli chodzi o powstania są wychwalane pod niebiosa, za to zwycięstwa coś ktoś gdzieś kiedyś bąknie o nich.
Jakkolwiek nie spojrzeć - powstanie wielkopolskie (to jest to, które wyszło) jest wybitnie ignorowane. A przynajmniej nie jest tak hucznie obchodzone jak to w Wa-wie. Spytam wprost - czemu?
Bo jedno było w stolecy, a drugie nie? Pozostałe powstania, którym nie wyszło są traktowane jak warszawskie. Nie ogarniam. Tak po prostu. Nie rozumiem.
Co jest takiego wspaniałego, że ludzie ginęli najprościej po nic?
Co nas, Polaków, tak podnieca?
Ja nie widzę w tym nic wspaniałego. To całe 'poświęcenie za ojczyznę'  wydaje mi się trochę nieodpowiednie. Jestem świadom tragedii, ale była ona zwyczajnie bezsensowna.

wtorek, 14 lipca 2015

Eutanazja - śmierć na (nie) własne życzenie

Eutanazja - dobrowolny proces pozbawienia kogoś życia. Ostatnio zauważyłem tekst, gdzie było o pierwszej ofierze eutanazji. Zacząłem się zastanawiać, jak to jest możliwe. Jak można mówić o tym, że ktoś padł czegoś ofiarą, jeśli wyraziło się na coś zgodę? To tak jakby kobiety pozywały swoich mężów, bo były zgwałcone podczas dobrowolnego seksu! Nie mówię tu, broń borze, o wypadkach prawdziwego zgwałcenia, bo to inna bajka Albo pozywanie dentysty, który wyrwał nam chory ząb, za trwały uszczerbek na zdrowiu. Nonsens i absurd.
Swoją drogą - jestem osobiście zwolennikiem eutanazji. Przedłużanie czyjegoś cierpienia, tylko dlatego, że chce się móc z tą osobą porozmawiać, jest zwykłym samolubnym okrucieństwem. Oszczędzenie czasu swojego, samopoczucia osoby, na której mógłby być przeprowadzony zabieg, oraz pieniędzy (bo wokół nich świat się kręci, choć niektórzy twierdzą inaczej). Nasza chęć utrzymania, zazwyczaj, dość jednostronnych stosunków (monologi do człowieka w śpiączce nie są zbyt twórcze) z daną osobą zwyczajnie marnuje czas i pieniądze. Wiem, rozumiem - sentyment, ludzka natura, jestem straszny, że tak piszę. Przeżyję. Jednak takie są fakty. I nie do końca rozumiem o co ta cała debata. Fakt, ludzkie życie jest najważniejsze i trzeba je chronić za wszelką cenę. To złapałem. Nie złapałem jednak, dlaczego ci, którzy uważają się za obrońców życia itd. nie chcą pozwolić komuś przestać cierpieć. To jest dla mnie zagadka. Agencje pro-life są ostatnimi czasy dość dziwne, ale o tym innym razem.
Używając słów ludzi, którzy są przeciw 'Jakim trzeba być potworem, by skazywać kogoś na powolne umieranie w męczarniach? Czy wy nie macie sumienia? BÓG WAS ZA TO OSĄDZI!!!1'. Trzeba przyznać, że to trochę głupie... Trochę bardzo... Bardzo mocno. Nie wiem, czy któryś z aktualnego wyboru bogów wymyślił sobie, że męczenie kogoś tylko dlatego, żeby nie pomóc mu odejść, jest najlepszym sposobem w tej kwestii. I tu pojawia się kolejny problem - kto mógłby przeprowadzić eutanazję? Lekarz? Przecież ma chronić życie. Kat? On karał 'tych złych'. Sam uśmiercany? To byłoby samobójstwo. Czyli kto? Ktoś z rodziny? Byłby mordercą. Wzmiankowani 'ci źli'? No bez przesady. I tak mają przesrane.
Jakby nie patrzeć, z jakimkolwiek cieniem sumienia nie można przeprowadzić eutanazji. A fakt, że nie odrąbuje się nikomu głowy, tylko podaje środki farmakologiczne, nie zmienia za dużo. Bo odebrać komuś życie nie jest tak  łatwo, jak się wydaje niektórym. I żałuję, że jest tak niewielu kompetentnych bez sumienia. Jakkolwiek to nie brzmi

środa, 8 lipca 2015

Nieumierające pokolenie debili

Normalnie bym się tym nie zajął, a najpewniej nawet bym o tym nie usłyszał, gdyby nie moja Dziewczyna.
Ostatnio zmarła pewna blogerka, Maddinka (moje kondolencje dla rodziny). Wiadomo, zdarza się. Jednak ja nie o tym. Chodzi mi tu o reakcję pewnej grupy bezmózgów. Bezmózgów, którzy nagle zaczęli pisać komentarze w stylu 'Dobrze że zdechła', 'Wielka afera bo zdechłą jakaś kurweka' i inne takie. Zastanawia mnie, co kieruje takim czymś. Naprawdę. Nie czytali bloga, lecz wiedzą, że trzeba zgnoić, zmieszać z błotem i tego typu rzeczy. Nie jestem w stanie pojąć moim, być może zbyt małym, mózgiem. Tego typu komentarze można pisać, o ile w ogóle można powiedzieć że gdziekolwiek można, na jakiś śmieć-portalach. Tam wchodzą ludzie, których to bawi. Może mój poziom żartu nie jest tak 'dobry' jak ich. Może.
Ale wiedząc, że czyjaś rodzina jest w żałobie można darować sobie pisanie takich komentarzy. Zwłaszcza, jeśli działalność zmarłego/zmarłej nam absolutnie nie wadziła. Bo co komu przeszkadzał blog o ubieraniu się? Ja mam mam swoje poglądy, z którymi można się zgadzać, nie zgadzać, potępiać, cokolwiek. Jednak to chyba nikomu nie robi. Faktycznie, można poczuć się odrobinę obrażonym, jednak nie zmienię swoich poglądów, bo komuś to przeszkadza. Sorry, taki mamy klimat. Poglądy są osobiste, nic na to się nie poradzi. Poza tym, nie piję do nikogo osobiście, ale uderzam do zachować ogółu.
Wracając do tematu...
Nawet jeśli ktoś czuje nieodpartą potrzebę entuzjastycznego skomentowania czyjejś śmierci, to jednak powinien odczekać dłuższy okres. Choćby ze względu na dobry smak. Czy dobro rodziny.
A dlaczego post ma tytuł taki, a nie inny? Bo to nie Maddinka, a 'inteligencja' i 'przyszłość naszego narodu' powinna znaleźć się po drugiej stronie.
Swoją drogą... Gdy kibol (nie mylić z kibicem!!!) z Knurowa został śmiertelnie postrzelony z broni gładkolufowej nie widziałem zbyt wielu komentarzy w stylu 'Dobrze tak chujowi', 'Dostał na co zasłużył' czy 'Po co się tak rzucał?'. Widziałem za to teksty w stylu 'Policja to jebani mordercy', 'Zabić skurwysynów' czy 'Co teraz z dzieciakami tego bohatera?'.
Nasze nowe pokolenie debili uznaje kogoś, kto wrzuca twórczy content traktuje za kogoś, kto powinien gnić w piachu, a innego, który łamie prawo, wszczyna afery i awantury za BOHATERA NIEMALŻE NARODOWEGO, to chyba coś może być nie tak. Pytanie tylko - co jest tego przyczyną? I jak to coś zwalczyć?

poniedziałek, 6 lipca 2015

OZNACZ MNIE!!!!

   Dawno nic nie było, bo i czasu brak, i trochę chęci. Jednak po sesji, wakacje (czytaj praca) i trochę się nazbierało.
   Ostatnio tknął mnie dziwny zwyczaj. Zwyczajnie go nie rozumiem, więc mam nadzieję, że ktoś mi to wytłumaczy.
   Oznaczanie się na zdjęciach znajomych lub fanpage'y, na których nas nie ma. Nie rozumiem tego. i opis zdjęcia "Tu wstaw jakąś wybitnie życiową poradę albo tekst w stylu Coelho" i niżej "lajkować kogo oznaczyć" albo oznaczanie samo z siebie. No po co? stoi laska, wygina się jakby miała jakieś porażenie mózgowe i twierdzi, że jest seksi. I fala komentarzy, że jaka ładna, śliczna, że brałaby/brałby, cokolwiek. Możliwe, że chodzi o podbicie sobie samooceny w sposób tak żałosny, jak wybudowanie sobie w pokoju pomnika własnego penisa i kazanie wszystkim wchodzącym do pokoju pocałować wspomniany posąg, aby pokazać, jakim to się jest zajebistym
   Inny motyw - oznaczanie się na zdjęciach fanpage'y. Serio, gdzie sens i logika? Na wakacjach? Umarły? Urlop zdrowotny? Po co oznaczać się na zdjęciach jakiś cosplayerek albo na zdjęciu samochodu? Naprawdę. Świat zmierza do samozagłady. Wszyscy to wiemy. I chyba zamierza utonąć w gównie z internetu. Mam szczerą nadzieję, że ktoś w temacie się wypowie i mnie oświeci, bo, nie ukrywam, ciekawość mnie zżera jak rdza Titanica.

sobota, 14 lutego 2015

Narzekając na narzekanie

Dawno nic nie było, bo i refleksji zbytnich nie miałem.
Jednak teraz jest idealna okazja do ponarzekania na... narzekanie.
Może trochę hipokrytycznie, jednak nie sposób przepuścić okazji.
Ostatnio, jak wszyscy wiemy, wszedł do kin film o panu Greyu. Spora część krytykuje, część popiera. Ja jestem zdania, że gdybym chciał obejrzeć porno odpaliłbym internet. Ale ja nie o tym. Bardziej chodziło mi o fakt ciągłego ględzenia o tym. Nie ważne po której stronie barykady się stoi - prawie każdy MUSI o tym się wypowiedzieć. Że gniot, że po co to, że fantastyczny. Mnie zaintrygowała część, która narzeka. Bo i po co gadać wszystkim o tym, że nie chce się czegoś? Nie można tego zwyczajnie olać? Mieć tego gdzieś?
Otóż nie!
Trzeba napisać, że nie chce się o tym słyszeć, widzieć cokolwiek. Ale trzeba. Bo to jest mus. Naprawdę, nie ogarnę tego. I nie wydaje mi się, żeby ktokolwiek znalazł dość inteligentne wytłumaczenie tego faktu, aby mnie przekonać.
Ponieważ co? Opinia publiczna, przyjaciele, rodzina, pies, druga osobowość czy ktoś totalnie obcy musi o tym wiedzieć, że nie obchodzi Cię to?
Doprawdy, śmieszne. Śmieszne i tragiczne zarazem.
Kogokolwiek z Was interesuje fakt, że ktoś ze znajomych z FB, NK, Twittera czy innego serwisu interesuje fakt, że nie chce słyszeć o czymś?