Dziś jak wszyscy wiedzą (bo muszą), kolejna rocznica powstania warszawskiego. Yay, hura. Alleluja i do przodu. Pytanie tylko dlaczego jest to tak gloryfikowane, skoro nie wyszło.
Ktokolwiek sprawdzał informacje o tym powstaniu wie, że zakończyło się ono klęską powstańców. A represje po nim były wyjątkowo poważne. I tak, wiem, 'dało nadzieję', 'tysiące zginęły', 'i tak dalej'. Wiem. Na serio. Ale po co robić święto narodowe z porażki? Fakt, pamięć zmarłych i tak dalej, ale w praktyce to powstanie nic dobrego nie przyniosło. SERIO! Nic! Bo niby co? Nadzieję? Serio? Wspomniane tysiące zginęły za coś takiego jak 'NADZIEJA'?
Osobiście wolałbym, żeby mnie wpierdzieliły kraby po wywrotce na desce do nauki pływania.
'Za ideę'. Kolejny argument, żeby było po prostu co gloryfikować. Zginęli, a sytuacja się pogorszyła.
Wyobrażacie sobie taką sytuację: przychodzi synek ze szkoły i ojciec się pyta 'Jak ci poszedł sprawdzian z matmy?', na co synek odpowiada 'Dostałem jedynkę, po czym naplułem nauczycielce w twarz i jestem zawieszony w sprawach ucznia i na pewno będę musiał powtarzać klasę'. Jakiej rekcji rodzica byście się spodziewali? Stwierdzenia 'T wspaniale! Idziemy na lody, potem do ZOO, a w drodze powrotnej dostaniesz nową konsolę!' czy 'Po coś to w ogóle robił?! Nie mogłeś się lepiej przyszykować?'?. No ale szczerze. Która wersja jest bardziej z życia wzięta?
I PW to nie wyjątek. praktycznie wszystkie nasze porażki, jeżeli chodzi o powstania są wychwalane pod niebiosa, za to zwycięstwa coś ktoś gdzieś kiedyś bąknie o nich.
Jakkolwiek nie spojrzeć - powstanie wielkopolskie (to jest to, które wyszło) jest wybitnie ignorowane. A przynajmniej nie jest tak hucznie obchodzone jak to w Wa-wie. Spytam wprost - czemu?
Bo jedno było w stolecy, a drugie nie? Pozostałe powstania, którym nie wyszło są traktowane jak warszawskie. Nie ogarniam. Tak po prostu. Nie rozumiem.
Co jest takiego wspaniałego, że ludzie ginęli najprościej po nic?
Co nas, Polaków, tak podnieca?
Ja nie widzę w tym nic wspaniałego. To całe 'poświęcenie za ojczyznę' wydaje mi się trochę nieodpowiednie. Jestem świadom tragedii, ale była ona zwyczajnie bezsensowna.
BułaNarzeka
sobota, 1 sierpnia 2015
wtorek, 14 lipca 2015
Eutanazja - śmierć na (nie) własne życzenie
Eutanazja - dobrowolny proces pozbawienia kogoś życia. Ostatnio zauważyłem tekst, gdzie było o pierwszej ofierze eutanazji. Zacząłem się zastanawiać, jak to jest możliwe. Jak można mówić o tym, że ktoś padł czegoś ofiarą, jeśli wyraziło się na coś zgodę? To tak jakby kobiety pozywały swoich mężów, bo były zgwałcone podczas dobrowolnego seksu! Nie mówię tu, broń borze, o wypadkach prawdziwego zgwałcenia, bo to inna bajka Albo pozywanie dentysty, który wyrwał nam chory ząb, za trwały uszczerbek na zdrowiu. Nonsens i absurd.
Swoją drogą - jestem osobiście zwolennikiem eutanazji. Przedłużanie czyjegoś cierpienia, tylko dlatego, że chce się móc z tą osobą porozmawiać, jest zwykłym samolubnym okrucieństwem. Oszczędzenie czasu swojego, samopoczucia osoby, na której mógłby być przeprowadzony zabieg, oraz pieniędzy (bo wokół nich świat się kręci, choć niektórzy twierdzą inaczej). Nasza chęć utrzymania, zazwyczaj, dość jednostronnych stosunków (monologi do człowieka w śpiączce nie są zbyt twórcze) z daną osobą zwyczajnie marnuje czas i pieniądze. Wiem, rozumiem - sentyment, ludzka natura, jestem straszny, że tak piszę. Przeżyję. Jednak takie są fakty. I nie do końca rozumiem o co ta cała debata. Fakt, ludzkie życie jest najważniejsze i trzeba je chronić za wszelką cenę. To złapałem. Nie złapałem jednak, dlaczego ci, którzy uważają się za obrońców życia itd. nie chcą pozwolić komuś przestać cierpieć. To jest dla mnie zagadka. Agencje pro-life są ostatnimi czasy dość dziwne, ale o tym innym razem.
Używając słów ludzi, którzy są przeciw 'Jakim trzeba być potworem, by skazywać kogoś na powolne umieranie w męczarniach? Czy wy nie macie sumienia? BÓG WAS ZA TO OSĄDZI!!!1'. Trzeba przyznać, że to trochę głupie... Trochę bardzo... Bardzo mocno. Nie wiem, czy któryś z aktualnego wyboru bogów wymyślił sobie, że męczenie kogoś tylko dlatego, żeby nie pomóc mu odejść, jest najlepszym sposobem w tej kwestii. I tu pojawia się kolejny problem - kto mógłby przeprowadzić eutanazję? Lekarz? Przecież ma chronić życie. Kat? On karał 'tych złych'. Sam uśmiercany? To byłoby samobójstwo. Czyli kto? Ktoś z rodziny? Byłby mordercą. Wzmiankowani 'ci źli'? No bez przesady. I tak mają przesrane.
Jakby nie patrzeć, z jakimkolwiek cieniem sumienia nie można przeprowadzić eutanazji. A fakt, że nie odrąbuje się nikomu głowy, tylko podaje środki farmakologiczne, nie zmienia za dużo. Bo odebrać komuś życie nie jest tak łatwo, jak się wydaje niektórym. I żałuję, że jest tak niewielu kompetentnych bez sumienia. Jakkolwiek to nie brzmi
Swoją drogą - jestem osobiście zwolennikiem eutanazji. Przedłużanie czyjegoś cierpienia, tylko dlatego, że chce się móc z tą osobą porozmawiać, jest zwykłym samolubnym okrucieństwem. Oszczędzenie czasu swojego, samopoczucia osoby, na której mógłby być przeprowadzony zabieg, oraz pieniędzy (bo wokół nich świat się kręci, choć niektórzy twierdzą inaczej). Nasza chęć utrzymania, zazwyczaj, dość jednostronnych stosunków (monologi do człowieka w śpiączce nie są zbyt twórcze) z daną osobą zwyczajnie marnuje czas i pieniądze. Wiem, rozumiem - sentyment, ludzka natura, jestem straszny, że tak piszę. Przeżyję. Jednak takie są fakty. I nie do końca rozumiem o co ta cała debata. Fakt, ludzkie życie jest najważniejsze i trzeba je chronić za wszelką cenę. To złapałem. Nie złapałem jednak, dlaczego ci, którzy uważają się za obrońców życia itd. nie chcą pozwolić komuś przestać cierpieć. To jest dla mnie zagadka. Agencje pro-life są ostatnimi czasy dość dziwne, ale o tym innym razem.
Używając słów ludzi, którzy są przeciw 'Jakim trzeba być potworem, by skazywać kogoś na powolne umieranie w męczarniach? Czy wy nie macie sumienia? BÓG WAS ZA TO OSĄDZI!!!1'. Trzeba przyznać, że to trochę głupie... Trochę bardzo... Bardzo mocno. Nie wiem, czy któryś z aktualnego wyboru bogów wymyślił sobie, że męczenie kogoś tylko dlatego, żeby nie pomóc mu odejść, jest najlepszym sposobem w tej kwestii. I tu pojawia się kolejny problem - kto mógłby przeprowadzić eutanazję? Lekarz? Przecież ma chronić życie. Kat? On karał 'tych złych'. Sam uśmiercany? To byłoby samobójstwo. Czyli kto? Ktoś z rodziny? Byłby mordercą. Wzmiankowani 'ci źli'? No bez przesady. I tak mają przesrane.
Jakby nie patrzeć, z jakimkolwiek cieniem sumienia nie można przeprowadzić eutanazji. A fakt, że nie odrąbuje się nikomu głowy, tylko podaje środki farmakologiczne, nie zmienia za dużo. Bo odebrać komuś życie nie jest tak łatwo, jak się wydaje niektórym. I żałuję, że jest tak niewielu kompetentnych bez sumienia. Jakkolwiek to nie brzmi
środa, 8 lipca 2015
Nieumierające pokolenie debili
Normalnie bym się tym nie zajął, a najpewniej nawet bym o tym nie usłyszał, gdyby nie moja Dziewczyna.
Ostatnio zmarła pewna blogerka, Maddinka (moje kondolencje dla rodziny). Wiadomo, zdarza się. Jednak ja nie o tym. Chodzi mi tu o reakcję pewnej grupy bezmózgów. Bezmózgów, którzy nagle zaczęli pisać komentarze w stylu 'Dobrze że zdechła', 'Wielka afera bo zdechłą jakaś kurweka' i inne takie. Zastanawia mnie, co kieruje takim czymś. Naprawdę. Nie czytali bloga, lecz wiedzą, że trzeba zgnoić, zmieszać z błotem i tego typu rzeczy. Nie jestem w stanie pojąć moim, być może zbyt małym, mózgiem. Tego typu komentarze można pisać, o ile w ogóle można powiedzieć że gdziekolwiek można, na jakiś śmieć-portalach. Tam wchodzą ludzie, których to bawi. Może mój poziom żartu nie jest tak 'dobry' jak ich. Może.
Ale wiedząc, że czyjaś rodzina jest w żałobie można darować sobie pisanie takich komentarzy. Zwłaszcza, jeśli działalność zmarłego/zmarłej nam absolutnie nie wadziła. Bo co komu przeszkadzał blog o ubieraniu się? Ja mam mam swoje poglądy, z którymi można się zgadzać, nie zgadzać, potępiać, cokolwiek. Jednak to chyba nikomu nie robi. Faktycznie, można poczuć się odrobinę obrażonym, jednak nie zmienię swoich poglądów, bo komuś to przeszkadza. Sorry, taki mamy klimat. Poglądy są osobiste, nic na to się nie poradzi. Poza tym, nie piję do nikogo osobiście, ale uderzam do zachować ogółu.
Wracając do tematu...
Nawet jeśli ktoś czuje nieodpartą potrzebę entuzjastycznego skomentowania czyjejś śmierci, to jednak powinien odczekać dłuższy okres. Choćby ze względu na dobry smak. Czy dobro rodziny.
A dlaczego post ma tytuł taki, a nie inny? Bo to nie Maddinka, a 'inteligencja' i 'przyszłość naszego narodu' powinna znaleźć się po drugiej stronie.
Swoją drogą... Gdy kibol (nie mylić z kibicem!!!) z Knurowa został śmiertelnie postrzelony z broni gładkolufowej nie widziałem zbyt wielu komentarzy w stylu 'Dobrze tak chujowi', 'Dostał na co zasłużył' czy 'Po co się tak rzucał?'. Widziałem za to teksty w stylu 'Policja to jebani mordercy', 'Zabić skurwysynów' czy 'Co teraz z dzieciakami tego bohatera?'.
Nasze nowe pokolenie debili uznaje kogoś, kto wrzuca twórczy content traktuje za kogoś, kto powinien gnić w piachu, a innego, który łamie prawo, wszczyna afery i awantury za BOHATERA NIEMALŻE NARODOWEGO, to chyba coś może być nie tak. Pytanie tylko - co jest tego przyczyną? I jak to coś zwalczyć?
Ostatnio zmarła pewna blogerka, Maddinka (moje kondolencje dla rodziny). Wiadomo, zdarza się. Jednak ja nie o tym. Chodzi mi tu o reakcję pewnej grupy bezmózgów. Bezmózgów, którzy nagle zaczęli pisać komentarze w stylu 'Dobrze że zdechła', 'Wielka afera bo zdechłą jakaś kurweka' i inne takie. Zastanawia mnie, co kieruje takim czymś. Naprawdę. Nie czytali bloga, lecz wiedzą, że trzeba zgnoić, zmieszać z błotem i tego typu rzeczy. Nie jestem w stanie pojąć moim, być może zbyt małym, mózgiem. Tego typu komentarze można pisać, o ile w ogóle można powiedzieć że gdziekolwiek można, na jakiś śmieć-portalach. Tam wchodzą ludzie, których to bawi. Może mój poziom żartu nie jest tak 'dobry' jak ich. Może.
Ale wiedząc, że czyjaś rodzina jest w żałobie można darować sobie pisanie takich komentarzy. Zwłaszcza, jeśli działalność zmarłego/zmarłej nam absolutnie nie wadziła. Bo co komu przeszkadzał blog o ubieraniu się? Ja mam mam swoje poglądy, z którymi można się zgadzać, nie zgadzać, potępiać, cokolwiek. Jednak to chyba nikomu nie robi. Faktycznie, można poczuć się odrobinę obrażonym, jednak nie zmienię swoich poglądów, bo komuś to przeszkadza. Sorry, taki mamy klimat. Poglądy są osobiste, nic na to się nie poradzi. Poza tym, nie piję do nikogo osobiście, ale uderzam do zachować ogółu.
Wracając do tematu...
Nawet jeśli ktoś czuje nieodpartą potrzebę entuzjastycznego skomentowania czyjejś śmierci, to jednak powinien odczekać dłuższy okres. Choćby ze względu na dobry smak. Czy dobro rodziny.
A dlaczego post ma tytuł taki, a nie inny? Bo to nie Maddinka, a 'inteligencja' i 'przyszłość naszego narodu' powinna znaleźć się po drugiej stronie.
Swoją drogą... Gdy kibol (nie mylić z kibicem!!!) z Knurowa został śmiertelnie postrzelony z broni gładkolufowej nie widziałem zbyt wielu komentarzy w stylu 'Dobrze tak chujowi', 'Dostał na co zasłużył' czy 'Po co się tak rzucał?'. Widziałem za to teksty w stylu 'Policja to jebani mordercy', 'Zabić skurwysynów' czy 'Co teraz z dzieciakami tego bohatera?'.
Nasze nowe pokolenie debili uznaje kogoś, kto wrzuca twórczy content traktuje za kogoś, kto powinien gnić w piachu, a innego, który łamie prawo, wszczyna afery i awantury za BOHATERA NIEMALŻE NARODOWEGO, to chyba coś może być nie tak. Pytanie tylko - co jest tego przyczyną? I jak to coś zwalczyć?
poniedziałek, 6 lipca 2015
OZNACZ MNIE!!!!
Dawno nic nie było, bo i czasu brak, i trochę chęci. Jednak po sesji, wakacje (czytaj praca) i trochę się nazbierało.
Ostatnio tknął mnie dziwny zwyczaj. Zwyczajnie go nie rozumiem, więc mam nadzieję, że ktoś mi to wytłumaczy.
Oznaczanie się na zdjęciach znajomych lub fanpage'y, na których nas nie ma. Nie rozumiem tego. i opis zdjęcia "Tu wstaw jakąś wybitnie życiową poradę albo tekst w stylu Coelho" i niżej "lajkować kogo oznaczyć" albo oznaczanie samo z siebie. No po co? stoi laska, wygina się jakby miała jakieś porażenie mózgowe i twierdzi, że jest seksi. I fala komentarzy, że jaka ładna, śliczna, że brałaby/brałby, cokolwiek. Możliwe, że chodzi o podbicie sobie samooceny w sposób tak żałosny, jak wybudowanie sobie w pokoju pomnika własnego penisa i kazanie wszystkim wchodzącym do pokoju pocałować wspomniany posąg, aby pokazać, jakim to się jest zajebistym
Inny motyw - oznaczanie się na zdjęciach fanpage'y. Serio, gdzie sens i logika? Na wakacjach? Umarły? Urlop zdrowotny? Po co oznaczać się na zdjęciach jakiś cosplayerek albo na zdjęciu samochodu? Naprawdę. Świat zmierza do samozagłady. Wszyscy to wiemy. I chyba zamierza utonąć w gównie z internetu. Mam szczerą nadzieję, że ktoś w temacie się wypowie i mnie oświeci, bo, nie ukrywam, ciekawość mnie zżera jak rdza Titanica.
sobota, 14 lutego 2015
Narzekając na narzekanie
Dawno nic nie było, bo i refleksji zbytnich nie miałem.
Jednak teraz jest idealna okazja do ponarzekania na... narzekanie.
Może trochę hipokrytycznie, jednak nie sposób przepuścić okazji.
Ostatnio, jak wszyscy wiemy, wszedł do kin film o panu Greyu. Spora część krytykuje, część popiera. Ja jestem zdania, że gdybym chciał obejrzeć porno odpaliłbym internet. Ale ja nie o tym. Bardziej chodziło mi o fakt ciągłego ględzenia o tym. Nie ważne po której stronie barykady się stoi - prawie każdy MUSI o tym się wypowiedzieć. Że gniot, że po co to, że fantastyczny. Mnie zaintrygowała część, która narzeka. Bo i po co gadać wszystkim o tym, że nie chce się czegoś? Nie można tego zwyczajnie olać? Mieć tego gdzieś?
Otóż nie!
Trzeba napisać, że nie chce się o tym słyszeć, widzieć cokolwiek. Ale trzeba. Bo to jest mus. Naprawdę, nie ogarnę tego. I nie wydaje mi się, żeby ktokolwiek znalazł dość inteligentne wytłumaczenie tego faktu, aby mnie przekonać.
Ponieważ co? Opinia publiczna, przyjaciele, rodzina, pies, druga osobowość czy ktoś totalnie obcy musi o tym wiedzieć, że nie obchodzi Cię to?
Doprawdy, śmieszne. Śmieszne i tragiczne zarazem.
Kogokolwiek z Was interesuje fakt, że ktoś ze znajomych z FB, NK, Twittera czy innego serwisu interesuje fakt, że nie chce słyszeć o czymś?
Jednak teraz jest idealna okazja do ponarzekania na... narzekanie.
Może trochę hipokrytycznie, jednak nie sposób przepuścić okazji.
Ostatnio, jak wszyscy wiemy, wszedł do kin film o panu Greyu. Spora część krytykuje, część popiera. Ja jestem zdania, że gdybym chciał obejrzeć porno odpaliłbym internet. Ale ja nie o tym. Bardziej chodziło mi o fakt ciągłego ględzenia o tym. Nie ważne po której stronie barykady się stoi - prawie każdy MUSI o tym się wypowiedzieć. Że gniot, że po co to, że fantastyczny. Mnie zaintrygowała część, która narzeka. Bo i po co gadać wszystkim o tym, że nie chce się czegoś? Nie można tego zwyczajnie olać? Mieć tego gdzieś?
Otóż nie!
Trzeba napisać, że nie chce się o tym słyszeć, widzieć cokolwiek. Ale trzeba. Bo to jest mus. Naprawdę, nie ogarnę tego. I nie wydaje mi się, żeby ktokolwiek znalazł dość inteligentne wytłumaczenie tego faktu, aby mnie przekonać.
Ponieważ co? Opinia publiczna, przyjaciele, rodzina, pies, druga osobowość czy ktoś totalnie obcy musi o tym wiedzieć, że nie obchodzi Cię to?
Doprawdy, śmieszne. Śmieszne i tragiczne zarazem.
Kogokolwiek z Was interesuje fakt, że ktoś ze znajomych z FB, NK, Twittera czy innego serwisu interesuje fakt, że nie chce słyszeć o czymś?
czwartek, 18 grudnia 2014
Katolicka fobia antykatolicka
Ostatnio w mediach słyszy się coraz
więcej protestów dotyczących rzekomego obrażania świąt katolickich, czytaj Boże
Narodzenie i Wielkanoc (ta druga mniej).
Dziś
zauważyłem petycję do szefa LPP (koleżka od sklepów "House"), żeby
wycofać ze sprzedaży ciuchy "niedwuznacznie sugerującym nienawiść do Świąt Bożego
Narodzenia.". Rozmiem, że
kogoś może obrażać napis "F*ck your xmas", ale żeby od razu robić
aferę?
Podobnie było z siecią Empik. Pod presją matolstwa musieli zmienić osoby
reklamujące ich towar. To przecież nie do pomyślenia, żeby satanista promował
towar! I to w święta!Masakra!Od razu spalmy go na stosie. Tak katolicko, jak za
dawnych lat.Ale moim osobistym zdaniem rekord pobili w sprawie Lidla, gdzie to
nazwali święta i okres przedświąteczny "tym wyjątkowym czasem". Mało
kogo z debili (nazywajmy rzeczy po imieniu) mających pretensje do sieci
interesowało wyjaśnienie, że chodziło o cały okres, nie tylko o same 3 dni
świąt. "Niekatolickie!".
Niedługo katofaszyści nie dopuszczą do tego, że gdy któremuś przywidzi
się twarz jakiegoś świętego na papierze toaletowym, to każą zamknąć fabrykę!
I teraz nie wiem, co jest gorsze - że takie rzeczy dzieją się na prawdę,
czy że firmy na to reagują.
Dodatkowo fakt, że część ludzi wspiera takie inicjatywy jak ta z Housem
( link do petycji: hhttp://www.protestuj.pl/antychrzescijanskie-koszulki--nie-dla-housea-pod-choinka-,35,k.html ) tylko dlatego, żeby potrollować albo
mieć historię dla znajomych, żeby im zaimponować w skretyniały sposób potęguje
ilość głupoty na internet kwadratowy.
Czy w jakimkolwiek kraju WSZYSTKO musi być podporządkowane religii?
Nawet sieci sklepów?
"Zastanawiające jest też, że dotychczas nie ośmielił
się Pan z takim tupetem wystąpić z przekazem antyżydowskim lub
antymuzułmańskim... Czyżby przysłowiowym "chłopcem do bicia" mieli
być tylko chrześcijanie? " czytamy w petycji. Cóż... Z tym
jest trochę jak z niepełnosprawnością - osoby niepełnosprawne są wtedy, kiedy
ze swojej niepełnosprawności robią swój główny atut i wszyscy muszą o tym
wiedzieć.
Do
niektórych nie dociera (albo nie chcą, żeby dotarło) że nie wszyscy obchodzą i
lubią święta.Ciekawe ilu z nich stanęłoby w obronie Chanuki. Dwóch? Trzech?
Dziesięciu byłoby cudem.
Na prawdę,
Trochę żenada. Z jednej i drugiej strony.
Dobrze
chociaż, że można pierdzieć w dowolnym kierunku, bo gdyby pierdzenie w stronę
Wadowic albo Częstochowy byłoby obraźliwe to chyba wyniósłbym się do innego
kraju.
środa, 10 grudnia 2014
Nietradycyjnie o tradycjach
Natchniony rozmową ze współlokatorem (swoją drogą jest to
dla mnie bardzo inspirujący człowiek) zacząłem się intensywniej niż z reguły
zastanawiać czemu jest tak jak jest. Czemu nie może być choć trochę inaczej.
Rozumiem, że tradycja tak stanowi, ale czy tradycją musi być wszystko?
Rozumiem, że tradycja tak stanowi, ale czy tradycją musi być wszystko?
Nie chodzi mi tutaj o tradycyjne ubijanie karpia przed świętami czy inne takie. Bo to są tradycje religijne, które dotyczą tylko określonych grup ludzi. Logicznym jest że w żydowskim domu nikt nie będzie obchodził świąt 24. grudnia. I nikt nie ma prawa go do tego zmusić.
Chodzi mi bardziej o społeczne zachowania "tradycyjne", gdzie zdanie jednostek nie ma najmniejszego znaczenia. Bo kogo to obchodzi, że jeden czy drugi nie chce? Decyduje większość. A my, większość zmusimy mniejszość żeby zrobiła tak, jak my chcemy!
Nie wiem, w jakiej tradycji się tak robi. "To jest demokracja!". G*wno, nie demokracja. Demokracja odnosi się do spraw państwa, nie grupy. W grupie powinni się spytać, czy chcecie coś takiego. Jeśli ktoś nie chce - nie bierze w tym udziału, a nie, że tradycja. A jak koleżka ma inną tradycję? Jakąkolwiek inną. Grupa nie daje mu najmniejszego wyboru, bo "tak było, jest i będzie". Bo co? Podpalicie gościa i zrzucicie go z klifu? Zastraszycie?
Ja łapię, że w nowoczesnym społeczeństwie tradycje powoli wymierają i stajemy się jednorodną papką, ale wymiera ta część, która wymaga od nas choć trochę poświęcenia. Te, które możemy zrobić od ręki i nic nas nie kosztują - na spokojnie, choćby i od ręki. Kosztujące grosze też ujdą. ale już trochę bardziej nas boli portfel. A te, które wymagają zaangażowania i/ lub sporego wkładu finansowego - nie ma mowy. To samo dotyczy tradycji, które nas aktualnie mogą obrzydzić. Bo kto z Was wpuściłby śmierdzącego bezdomnego na wigilię, aby zajął to dodatkowe miejsce przy stole? Tak z ręką na sercu?
No właśnie. Inna sprawa że większość społeczeństwa nie wie, skąd pochodzą i jakie znaczenie miały te tradycje. "Bo tak się robiło". Kiedyś podcierali się kolbą kukurydzy! Teraz też mamy tak robić, bo się tak robiło?
Nie, serio. Jakbyśmy mieli choć połowę z tych argumentów brać na poważnie, to byśmy się nieźle uwstecznili.
Świetnie o tradycji mówi się w klasyku polskiej kinematografii - "Misiu", gdzie "nowa tradycja" jest dość często poruszana.
Rada na dziś - jeśli chcesz praktykować tradycje, to nie wybieraj tych, które Ci akurat pasują. I pozwól innym mieć własne tradycje, nawet jeśli kłócą się z Twoimi poglądami i nie narzucaj własnych.
piątek, 5 grudnia 2014
Moda na bezmózga
Dziś trochę o bezmózg... znaczy "modowych followerach" i innych ofiarach mody.
Czy jest jakikolwiek sens w wyglądaniu jak debil, bo ktoś sławny tak się ubiera?
Czy jak utną sobie rękę, to zrobicie tak samo?
Nie? A to niespodzianka!
Skoro nie, to czemu za wszelką cenę chcesz się upodobnić do swojego idola? Taka sama fryzura u połowy ludzi, którzy chcą być "oryginalni". Chyba nikt im nie powiedział że bycie równie oryginalnym jak każdy inny oznacza bycie takim samym. Nie ważne czy pofarbujesz sobie głowę na zielono, czy zrobisz sobie kolczyk pod pachą. Był już ktoś przed tobą, kto tak zrobił. Sorka.
A upodobnianie się do gwiazdy jest niemal identyczne. Tylko bardziej... chore.
Wszystkie trendy na tatuaże-gwiazdy, quasi inteligentne cytaty wytatuowane na tyłku czy gdziekolwiek indziej, bo ktoś sławny ma taki, więc ja też muszę mieć. Fryzury, jak ktoś cudem (niestety) uniknął ciosu mieczem, lecz fryzura miała mniej szczęścia. Ewentualnie tzw. wypadek z kombajnem.
Jaki jest tego cel? Pokazanie innym, że oglądamy teledyski, gdzie "laski" kręcą grubymi tyłkami, a "kolesie" obsypują je pieniędzmi? Naprawdę nie rozumiem. Dodatkowo pokazywanie czegoś takiego swojemu rodzeństwu i stylizowanie ich podobnie do nas samych. A za kilka lat będzie lament, że nie ma kto na emeryturę pracować i do gęby nie ma co włożyć. Sam się przekonałem ostatnio jak duży wpływ ma starsze rodzeństwo i jak młodsze chce je naśladować. Może nie ubierałem siostry w spodnie z większą ilością dziur niż samego materiału, ale widzę że naśladuje sporo moich zachowań.
Może dzieciaki poubierane w rurki i szaliki wielkości dywanów wyglądają słodko i uroczo, ale to chyba lekka przesada, przynajmniej jak na moje to trochę za dużo. Dorastanie instant! Może jestem trochę staroświecki, ale to (przynajmniej po części) działa na małe dziecko, a potem zdziwienie, że mamy czternastolatki gadające o ulubionej pozycji seksualnej czy o imieniu dla swojego dziecka. I to na serio.
Wychodzi z tego całkiem prosty schemat
Gwiazdka pragnąca popularności -> człowieczek, który chce poklasku u znajomych -> pranie mózgu rodzeństwa -> społeczeństwo młodocianych debili
Bo jakoś niespecjalnie chce mi się wierzyć, że małe dzieciaki same z siebie chcą nosić... to wszystko. W imię swagu są w stanie wytatuować sobie na czole durny napis. "Co z tego, że potem nie będzie dobrze płatnej, legalnej pracy.To wina rządu i złych starszych ludzi! Nie chcą zatrudniać młodych, niedoświadczonych ludzi. To wcale nie wina mojego tatuażu na czole!"
Zastanawia mnie, jeśli tendencja się utrzyma, jak społeczeństwo będzie wyglądało za kilka lat. Czy gimnazjalistki z dzieckiem będą standardem, a frytki w McDonaldzie będzie mi podawał koleś z wytatuowanym dickbutem na czole z implantami wokół oczu, bo były kiedyś modne. Czy jednak ktoś z tyłkiem jak tankowiec, bo sobie wsadził tu i ówdzie implanty, bo pewna "artystka" wypromowała się na tym patencie, zmądrzeje. Najlepiej, zanim się oszpeci w okresie popularności tyłka - planety, bo potem przejście przez drzwi może być wyzwaniem.
Czy jest jakikolwiek sens w wyglądaniu jak debil, bo ktoś sławny tak się ubiera?
Czy jak utną sobie rękę, to zrobicie tak samo?
Nie? A to niespodzianka!
Skoro nie, to czemu za wszelką cenę chcesz się upodobnić do swojego idola? Taka sama fryzura u połowy ludzi, którzy chcą być "oryginalni". Chyba nikt im nie powiedział że bycie równie oryginalnym jak każdy inny oznacza bycie takim samym. Nie ważne czy pofarbujesz sobie głowę na zielono, czy zrobisz sobie kolczyk pod pachą. Był już ktoś przed tobą, kto tak zrobił. Sorka.
A upodobnianie się do gwiazdy jest niemal identyczne. Tylko bardziej... chore.
Wszystkie trendy na tatuaże-gwiazdy, quasi inteligentne cytaty wytatuowane na tyłku czy gdziekolwiek indziej, bo ktoś sławny ma taki, więc ja też muszę mieć. Fryzury, jak ktoś cudem (niestety) uniknął ciosu mieczem, lecz fryzura miała mniej szczęścia. Ewentualnie tzw. wypadek z kombajnem.
Jaki jest tego cel? Pokazanie innym, że oglądamy teledyski, gdzie "laski" kręcą grubymi tyłkami, a "kolesie" obsypują je pieniędzmi? Naprawdę nie rozumiem. Dodatkowo pokazywanie czegoś takiego swojemu rodzeństwu i stylizowanie ich podobnie do nas samych. A za kilka lat będzie lament, że nie ma kto na emeryturę pracować i do gęby nie ma co włożyć. Sam się przekonałem ostatnio jak duży wpływ ma starsze rodzeństwo i jak młodsze chce je naśladować. Może nie ubierałem siostry w spodnie z większą ilością dziur niż samego materiału, ale widzę że naśladuje sporo moich zachowań.
Może dzieciaki poubierane w rurki i szaliki wielkości dywanów wyglądają słodko i uroczo, ale to chyba lekka przesada, przynajmniej jak na moje to trochę za dużo. Dorastanie instant! Może jestem trochę staroświecki, ale to (przynajmniej po części) działa na małe dziecko, a potem zdziwienie, że mamy czternastolatki gadające o ulubionej pozycji seksualnej czy o imieniu dla swojego dziecka. I to na serio.
Wychodzi z tego całkiem prosty schemat
Gwiazdka pragnąca popularności -> człowieczek, który chce poklasku u znajomych -> pranie mózgu rodzeństwa -> społeczeństwo młodocianych debili
Bo jakoś niespecjalnie chce mi się wierzyć, że małe dzieciaki same z siebie chcą nosić... to wszystko. W imię swagu są w stanie wytatuować sobie na czole durny napis. "Co z tego, że potem nie będzie dobrze płatnej, legalnej pracy.To wina rządu i złych starszych ludzi! Nie chcą zatrudniać młodych, niedoświadczonych ludzi. To wcale nie wina mojego tatuażu na czole!"
Zastanawia mnie, jeśli tendencja się utrzyma, jak społeczeństwo będzie wyglądało za kilka lat. Czy gimnazjalistki z dzieckiem będą standardem, a frytki w McDonaldzie będzie mi podawał koleś z wytatuowanym dickbutem na czole z implantami wokół oczu, bo były kiedyś modne. Czy jednak ktoś z tyłkiem jak tankowiec, bo sobie wsadził tu i ówdzie implanty, bo pewna "artystka" wypromowała się na tym patencie, zmądrzeje. Najlepiej, zanim się oszpeci w okresie popularności tyłka - planety, bo potem przejście przez drzwi może być wyzwaniem.
Ostatnio wracając z uczelni padł temat powrotu do domu. Wiecie, do rodzinki.
Wiadomo, każdy student myśli tylko o tym, żeby wrócić do mamusi, tatusia, babci, dziadka, wujka, psa, żaby i tak dalej.
Cóż… Mojej rozmówczyni ciężko było zrozumieć fakt, że ja jakoś się tam nie spieszę. Moje wytłumaczenie? Nie po to wyjechałem, żeby wracać. Wiem jak to brzmi, ale taka jest prawda. Brudna, brutalna i wali prosto w pysk. Prawe jak typowy „dres”.
Czy musi być coś dziwnego w tym, że ktoś nie chce wracać do siebie, na „stare śmieci”? Co w tym oryginalnego? Co jest niepojętego w niechęci powrotu?
„No ale przecież chyba na święta wracasz?” – padło kolejne pytanie.
Czy osoba, która nie obchodzi świąt od dłuższego czasu, bo są to święta dla niej smutne, albo znowu będzie rutynowe odfajkowywanie listy zadań na dany dzień świąt, a potem darcie się na siebie, pot, krew i łzy, a wszystko po to, by pokazać reszcie świata jak bardzo się kochamy (pomijając fakt, że reszta świata ma to w dupie). Nie wracam i tyle. I tu znowu wielka fala oburzenia – no ale czemu?
Matko jedyna, bo nie ma dżemu!
Ludzie podejmują różne wybory. Ja podjąłem taki i jestem świadomy tego wyboru.
A wyborem sporej części społeczeństwa jest nieakceptowanie cudzych wyborów kiedy kłócą się z ich własnymi. I tutaj dochodzimy do sedna – ludzie akceptują (w większości) cudze wybory tylko wtedy, kiedy pokrywają się z ich oczekiwaniami. Gnojenie kogoś, bo kazaliśmy mu być sobą, ale tylko tak, jak nam to pasuje. Bo niech tylko spróbuje inaczej, to lincz.
Jakby bycie oryginalnym oznaczało bycie innym. Najczęściej innym gatunkiem – podgatunkiem.
Tak… Nowoczesne społeczeństwa…
I zaraz poleci temat tolerancji seksualnej i innych takich.
Szczerze – co to komu przeszkadza? Ktoś woli tych, inny tamtych albo tamte. Zagląda ktoś wam do łóżka? Nie? Więc po co zaglądać innym? Co to komu wadzi, żeby LUDZIE innej orientacji robi to samo, co ludzie „normalni”? Adopcja nie jest niczym złym. „Ale wyrośnie to dziecko na pedała albo jakie inne co!”. Cóż… Teraz powinno paść pytanie kto tutaj jest normalny…
Ale jest też druga strona medalu – jaki jest cel parad równości? Pokazanie wszystkim, że woli się osoby tej samej płci albo inne takie. Jest to konieczne? Wszyscy muszą wiedzieć, że ten sypia z tym, a tamta z tamtą? No nie no… To może róbmy też parady ludzi heteroseksualnych, żeby pokazać, że tak też można? I czy *echem* „stroje” są na pewno konieczne? Mnie na przykład nie kręci męski tyłek i nie koniecznie chciałbym go oglądać. Więc po co go komukolwiek pokazywać? Jeśli chcemy go pokazać, to miło byłoby spytać, czy komuś to nie przeszkadza. A wiedząc, że może, lepiej byłoby go nie pokazywać. Nie chodzi mi tutaj o chodzenie po ludziach i pytanie „Przepraszam, ale czy będzie panu/ pani przeszkadzało, jak będę chodzić z gołym zadkiem?”. Chodzi bardziej o takt. Jak śpiewał Rogucki „trzeba wiedzieć jak używać dupy”. Tylko czy czasem nie lepiej użyć… no nie wiem, mózgu?
I bądź tu mądry i pisz wiersze w ludzkiej nietolerancji...
(właśnie zauważyłem ile jest określenie na miejsce, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę)
Wiadomo, każdy student myśli tylko o tym, żeby wrócić do mamusi, tatusia, babci, dziadka, wujka, psa, żaby i tak dalej.
Cóż… Mojej rozmówczyni ciężko było zrozumieć fakt, że ja jakoś się tam nie spieszę. Moje wytłumaczenie? Nie po to wyjechałem, żeby wracać. Wiem jak to brzmi, ale taka jest prawda. Brudna, brutalna i wali prosto w pysk. Prawe jak typowy „dres”.
Czy musi być coś dziwnego w tym, że ktoś nie chce wracać do siebie, na „stare śmieci”? Co w tym oryginalnego? Co jest niepojętego w niechęci powrotu?
„No ale przecież chyba na święta wracasz?” – padło kolejne pytanie.
Czy osoba, która nie obchodzi świąt od dłuższego czasu, bo są to święta dla niej smutne, albo znowu będzie rutynowe odfajkowywanie listy zadań na dany dzień świąt, a potem darcie się na siebie, pot, krew i łzy, a wszystko po to, by pokazać reszcie świata jak bardzo się kochamy (pomijając fakt, że reszta świata ma to w dupie). Nie wracam i tyle. I tu znowu wielka fala oburzenia – no ale czemu?
Matko jedyna, bo nie ma dżemu!
Ludzie podejmują różne wybory. Ja podjąłem taki i jestem świadomy tego wyboru.
A wyborem sporej części społeczeństwa jest nieakceptowanie cudzych wyborów kiedy kłócą się z ich własnymi. I tutaj dochodzimy do sedna – ludzie akceptują (w większości) cudze wybory tylko wtedy, kiedy pokrywają się z ich oczekiwaniami. Gnojenie kogoś, bo kazaliśmy mu być sobą, ale tylko tak, jak nam to pasuje. Bo niech tylko spróbuje inaczej, to lincz.
Jakby bycie oryginalnym oznaczało bycie innym. Najczęściej innym gatunkiem – podgatunkiem.
Tak… Nowoczesne społeczeństwa…
I zaraz poleci temat tolerancji seksualnej i innych takich.
Szczerze – co to komu przeszkadza? Ktoś woli tych, inny tamtych albo tamte. Zagląda ktoś wam do łóżka? Nie? Więc po co zaglądać innym? Co to komu wadzi, żeby LUDZIE innej orientacji robi to samo, co ludzie „normalni”? Adopcja nie jest niczym złym. „Ale wyrośnie to dziecko na pedała albo jakie inne co!”. Cóż… Teraz powinno paść pytanie kto tutaj jest normalny…
Ale jest też druga strona medalu – jaki jest cel parad równości? Pokazanie wszystkim, że woli się osoby tej samej płci albo inne takie. Jest to konieczne? Wszyscy muszą wiedzieć, że ten sypia z tym, a tamta z tamtą? No nie no… To może róbmy też parady ludzi heteroseksualnych, żeby pokazać, że tak też można? I czy *echem* „stroje” są na pewno konieczne? Mnie na przykład nie kręci męski tyłek i nie koniecznie chciałbym go oglądać. Więc po co go komukolwiek pokazywać? Jeśli chcemy go pokazać, to miło byłoby spytać, czy komuś to nie przeszkadza. A wiedząc, że może, lepiej byłoby go nie pokazywać. Nie chodzi mi tutaj o chodzenie po ludziach i pytanie „Przepraszam, ale czy będzie panu/ pani przeszkadzało, jak będę chodzić z gołym zadkiem?”. Chodzi bardziej o takt. Jak śpiewał Rogucki „trzeba wiedzieć jak używać dupy”. Tylko czy czasem nie lepiej użyć… no nie wiem, mózgu?
I bądź tu mądry i pisz wiersze w ludzkiej nietolerancji...
(właśnie zauważyłem ile jest określenie na miejsce, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę)
Dziś zamówione - łańcuszki fejsbukowe.
W szczególności o wszelkich prawach dostępu do danych osobowych i innych takich.
Nie do końca rozumiem, jakim tłukiem trzeba być, żeby wierzyć w to, że pisząc posta na fejsie dotrze on do Zuckerberga. Albo do kogokolwiek z ludzi ważnych w siedzibie dzisiejszego boga.
Dodatkowo powoływanie się na cokolwiek, czego nie sprawdziliśmy, albo nawet nie wiedzieliśmy, że coś takiego istnieje. Szczytem jest powoływanie się na coś, czego nie ma. Ale do tak "górnolotnych" pomysłów w swoim newsfeedzie nie dotarłem.
Pozostając w temacie rzeczy realnych... Może chcieliby pokazać, że znają się na prawie wszelakim i koniecznie muszą to pokazać światu i znajomym?
Czemu powoływali się na jakieś konwencje, a nie na artykuł 182 Kodeksu Cywilnego? Też brzmi ładnie i fajnie! I jest z Kodeksu, czyli jest ważny i trzeba go przestrzegać.
(Polecam generalnie sprawdzić ww. artykuł )
To nie jest pierwszy raz, kiedy ktoś strolluje znajomych, oni to kupią, wstawią u siebie, a ich znajomi podobnie i tak w kółko. Zwariować można!
Ale, co by nie mówić o ludzkiej głupocie, pogratulować należy pierwszemu/ pierwszej, który to wstawił. Spora część społeczności fb uznała to za coś mądrego i poleciała dalej z tematem. Troll życia.
W szczególności o wszelkich prawach dostępu do danych osobowych i innych takich.
Nie do końca rozumiem, jakim tłukiem trzeba być, żeby wierzyć w to, że pisząc posta na fejsie dotrze on do Zuckerberga. Albo do kogokolwiek z ludzi ważnych w siedzibie dzisiejszego boga.
Dodatkowo powoływanie się na cokolwiek, czego nie sprawdziliśmy, albo nawet nie wiedzieliśmy, że coś takiego istnieje. Szczytem jest powoływanie się na coś, czego nie ma. Ale do tak "górnolotnych" pomysłów w swoim newsfeedzie nie dotarłem.
Pozostając w temacie rzeczy realnych... Może chcieliby pokazać, że znają się na prawie wszelakim i koniecznie muszą to pokazać światu i znajomym?
Czemu powoływali się na jakieś konwencje, a nie na artykuł 182 Kodeksu Cywilnego? Też brzmi ładnie i fajnie! I jest z Kodeksu, czyli jest ważny i trzeba go przestrzegać.
(Polecam generalnie sprawdzić ww. artykuł )
To nie jest pierwszy raz, kiedy ktoś strolluje znajomych, oni to kupią, wstawią u siebie, a ich znajomi podobnie i tak w kółko. Zwariować można!
Ale, co by nie mówić o ludzkiej głupocie, pogratulować należy pierwszemu/ pierwszej, który to wstawił. Spora część społeczności fb uznała to za coś mądrego i poleciała dalej z tematem. Troll życia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)