Trochę więcej o religii.
Kolejny oklepany temat, ale jednak temat – rzeka, Dlaczego? Bo ludzie od zawsze wierzyli, wierzą i jeszcze pewno długo wierzyć będą. Nie ważne w co. Boga, Allacha, Potwora Spaghetti, koty czy pieniądze. Obiekt zainteresowań nie ma w sumie większego znaczenia. Do pewnego momentu. Momentu, kiedy pewne stworzenie uzna, że to ono ma rację, a reszta nie koniecznie. Wtedy zaczynają się schody. Bo jak to możliwe, że nie ma racji? Jak ktoś inny mu to udowodni? Przecież wie, że wie. I musi udowodnić innym, że tak jest. Bo inni nie mogą mieć racji. Choćby nie wiem co. Nie chcę tutaj pokazać, jakie to religie są złe i w ogóle nie dobre. Są nawet bardzo dobre. Skoro ktoś ma powód do wiary w siłę wyższą, niech sobie to kultywuje do woli. Chce zrobić kapliczkę czy jaki obiekt kultu? Proszę bardzo. Tylko niech nie ściąga tam na siłę innych. To trochę tak, jakby przywiązać kogoś do krzesła, założyć mu słuchawki i puszczać swój ulubiony zespół tak długo, aż przywiązany/przywiązana go nie polubi, albo nie zwariuje. „Tak robią tylko fanatycy religijni, ja z tym nie mam nic wspólnego” pomyślał sobie przeciętny zjadacz chleba. Cóż… Nie koniecznie. Zaraz poderwie się kilka osób, że kolejny antyklerykał czy inny taki antyreligijny, bo o indoktrynacji pisze, a to już się tak nie robi. W tym miejscu widać jak doskonale działa mechanizm „uczenia” religii. Nie ważne jakiej. Działa idealnie. Ludzie w sporej części nawet nie zdają sobie z tego sprawy. Sam nie do końca rozumiem. Najpewniej pewna presja społeczna. Bo jak to, żeby ktoś nie przekazał dziecku zasad religii swojej i swoich przodków? Toż to nawet nie wypada! Przecież to tradycja, być tej wiary a nie innej! Tak nas wychowywano od pokoleń! Teraz nie można tego zmienić, bo jest to modne! Nie ma to jak stare, dobre stereotypy. Kolejny genialny temat na długie, jesienne wieczory .
Ale wracając do tematu… W późniejszym czasie widać to zjawisko jeszcze lepiej w grupach, gdzie są silni ortodoksi. Nie będę tutaj rzucał przykładami, bo każdy z nas zna przynajmniej kilka(kilkanaście? kilkaset?) takich przykładów. W praktycznie każdej religii znajdzie się minimum jeden taki przypadek. I to nie jest najgorsze. Najgorsze, jak grupa podłapie jego przekonania i będzie chciała podejmować ten wątek kiedy tylko się da. Wtedy dopiero zaczyna się rodzić problem. A eskalacja następuje w przypadku starcia się dwóch takich grup. Żadna nie chce uznać poglądów drugiej, bo lepiej narzucić swoje własne. I w sumie to można użyć trochę starej, dobrej przemocy. Bo czemu nie? Niech inni się podporządkują. Jakieś porozumienie? Po co? Przecież to my mamy rację! Wtedy to już ogólnie jest ciekawie. Zaraz pewnie kilka osób się odezwie – ale tak się już przecież nie robi, miłość, równość, tolerancja, pizza dla wszystkich! Cóż… Kiedyś faktycznie było inaczej. Ale zmieniły się metody, nie mechanizm. Ludzie się nie zmieniają, podobnie mechanizmy, którymi się kierują. A teraz to się zwyczajnie lepiej maskuje „dla bezpieczeństwa ogółu i innych takich”. Nie chcę tutaj skręcić jakiejś teorii spiskowej, ale tak to wygląda.
Krótkie podsumowanie – wierzta w co chceta, tylko innym głowy tym nie zawracać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz